Jak rodzi się Czerwony Likwidator? O tym milczą kapłańskie księgi | Książka fantasy Cienie nad Zefyrionem
Kim są i jak działają w społeczeństwie słynni na cały Zefyrion, czerwoni likwidatorzy? Jak zostać likwidatorem? Jak żyje likwidator na etacie?
Spis treści
1. Dlaczego Zefyrion boi się demonów?
2. Czerwoni Likwidatorzy – ulubieńcy tłumów.
3. Nabór otwarty – selekcja morderców.
4. Gratulacje! Zostałeś adeptem. Szykuj się na śmierć.
5. Likwidator na etacie.
Dlaczego Zefyrion boi się demonów?
Na kartach ksiąg demony umieszczane są obok najgroźniejszych stworzeń świata: gorgonopsów, pyraksysów, skoroszponów i dawnych bestii burzących ludzki porządek.
Bestiariusze opisują demony jako rogate istoty o łuskowatej skórze, ostrych szponach i nieludzkim wyglądzie. Każdy kto spotkał jednego z nich wie, że opis ten znacznie odbiega od prawdy. Bez względu na to jak rzeczywiście wyglądają, dla kolejnych pokoleń Zefyrionu demony są wyłącznie zagrożeniem. Czyhają na zgubę ludzkości, a ich ekspansję powstrzymać mogą tylko najlepsi z najlepszych, czyli Czerwoni Likwidatorzy.
Czerwoni Likwidatorzy – ulubieńcy tłumów
Wśród wszystkich ścieżek, jakie może obrać młody człowiek posiadający talent do pracy z energuum (mocą magiczną), jedna od pokoleń budzi podziw i strach: droga Czerwonego Likwidatora.
W oczach mieszkańców Kopuł Likwidatorzy są bohaterami. Ich charakterystyczne czerwone płaszcze stały się symbolem zwycięstwa nad wrogiem i gwarancją, że historia Wielkiej Wojny nigdy się nie powtórzy. Dzieci patrzą na Likwidatorów z zachwytem, marząc, by pewnego dnia stanąć w ich szeregach. Dla wielu mieszkańców jest to najwyższy zaszczyt, jaki może osiągnąć człowiek służący Loży. Nie da się ukryć, że paranie się likwidatorstwem to zajęcie równie prestiżowe co lukratywne. Na równi z podziwem kroczy bowiem wypchana po brzegi sakiewka, własne lokum w Kopule Stolicznej „Złoty los” i wzdychające do munduru panny. Żadna nie zastanawia się dlaczego akurat jest czerwony.
Nabór otwarty – selekcja morderców
Kandydat na likwidatora musi wyróżniać się przede wszystkim wybitną zdolnością czytania aurum (magicznej aury). Potrafi dostrzegać nie tylko energię ludzką, ale również najmniejsze ślady magii demonicznej. Dzięki temu jest w stanie wyczuć obecność demona z dużej odległości, nawet jeśli istota pozostaje ukryta.
Wysokie wykształcenie magiczne jest szczególnie pożądane, a dla mianowanych likwidatorów obowiązkowe. Zapewnia jednostce kontrolę nad wydatkowaniem własnego energuum. Pozwala długo podtrzymywać otwarte zaklęcie oraz sprawia, że rzucane płomienie są precyzyjniejsze i mniej podatne na zakłócenia. Wymagany poziom wykształcenia magicznego dla adepta to minimum poziom 4. Umownie w Zefyrionie klasyfikuje się potencjał magiczny w skali 0-10. Dla przykładu:
Poziom umiejętności magicznych Adianny na początku pierwszego tomu Cieni nad Zefyrionem wynosił zaledwie 1.
Poziom umiejętności magicznych Syzyniusza na początku pierwszego tomu Cieni nad Zefyrionem wynosił 4.
Arch Flarius, choć nie był mistrzem likwidatorem, z potencjałem na poziomie 9 stanowił trudnego do pokonania przeciwnika.
Im więcej mocy (energuum) w wewnętrznym naczyniu kandydata, tym większa szansa na awans w strukturach Loży.
Gratulacje! Zostałeś adeptem. Szykuj się na śmierć.
Droga do czerwonego płaszcza nigdy nie była drogą dla zwykłych ludzi. Młodzi adepci obdarzeni talentem magicznym, zostają wyselekcjonowani i kierowani są do stolicy, serca Loży Kapłanów. Tam kończy się ich dawne życie.
Pierwszy etap szkolenia nie ma nauczyć ich magii ani walki. Ma ich złamać.
Adept zostaje pozbawiony wszystkiego, co przypomina mu, kim był wcześniej. Loża odbiera mu poczucie własnej wartości, ucząc, że człowiek, który chce polować na demony, musi najpierw przestać myśleć jak zwykły człowiek. Głód, wyczerpujące treningi, brutalna dyscyplina i nieustanne próby charakteru mają wykorzenić strach, zwątpienie i przywiązanie do własnego życia. Ciało adepta przestaje należeć do niego, a staje się narzędziem Loży. Lata spędzone w stolicy przypominają bardziej szkolenie wojskowej jednostki niż naukę. Każdego dnia adepci ćwiczą walkę, kontrolę energuum, wytrzymałość i posłuszeństwo. Kapłani nie szukają jednostek pełnych współczucia i wątpliwości. Szukają tych, którzy będą potrafili wykonać rozkaz nawet wtedy, gdy wszystkie ludzkie odruchy każą im się zatrzymać. Pierwszy etap szkolenia ukończy najwyżej 30% śmiałków.
” Musisz wiedzieć, że czerwony kapłan nie waha się w walce i nie zastanawia nad moralnością swoich działań – instruował wuj. – Jeśli prezentuje odmienne wzorce, znaczy to, że łże. „
~ Arch Flarius
Zwieńczeniem nauki jest rytuał zwany Szkarłatną Trójcą. To ceremonia, która ma ostatecznie odciąć adepta od dawnego życia. Przed obliczem młodzika umieszcza się trzy osoby (demony lub ludzi wyjętych spod prawa) i wręcza stępiony nóż. Czerwony likwidator nie może trapić się siłą ostrza, wiekiem czy płcią wroga. Liczy się wyłącznie gotowość do przekroczenia granicy, której zwykły człowiek nigdy nie powinien przekraczać. Rytuał zostaje uznany za zakończony dopiero wtedy, gdy kamienna posadzka sali egzaminacyjnej spłynie krwią.
Likwidator na etacie
Jednostki, które pomyślnie ukończą Szkarłatną Trójcę, trafiają pod skrzydła Mistrza Likwidatora, u boku którego w praktyce uczą się tropienia, polowania i mordowania w imię ludzkości. Nowy fach szybko wchodzi w krew, gdy świat zaczyna uginać kolano pod twoją wolą. Strumień złotarów płynie tym bardziej wartko, im więcej demonich głów zlegnie u stóp Arcykapłana. Jeśli brakuje demonich głów, należy zająć się tropieniem zdrajców systemu. Krąg śmierci nie ma końca dla Likwidatora.
Mistrzowie likwidatorzy znajdują się na szczycie kapłańskiego łańcucha pokarmowego i mają bezpośredni dostęp do osoby Arcykapłana. Ich rozkazy nie wymagają zatwierdzenia, a decyzje nie podlegają ocenie zwykłych sądów. Mistrz może wkroczyć tam, gdzie inni nie mają prawa wejść, odebrać komuś wolność, przejąć dowody, ukryć prawdę lub wydać wyrok, jeśli uzna, że wymaga tego bezpieczeństwo Zefyrionu… albo jego interes.
Likwidatorzy są koniecznością i pozostają gwarantem bezpieczeństwa po ludzkiej stronie kontynentu. Tak przynajmniej twierdzą ci, którzy przez pokolenia uczyli ludzi, czego mają się bać.
